NIE IDŹ W STRONĘ ŚWIATŁA! – recenzja książki Piotra Patykiewicza “Dopóki nie zgasną gwiazdy”
Zagłada pozostaje bardzo popularnym tematem – nieprzerwanie od dosłownie tysiącleci. A jednak nowa powieść Piotra Patykiewicza o zagładzie nie poddaje się panującym w gatunku schematom i potrafi mile zaskoczyć Dopóki nie zgasną gwiazdy to pierwsza książka autora w nowym wydawnictwie,postapo w sam raz dla starszej młodzieży i wszystkich, których znudziły leje po bombach, mutanty i choroba popromienna.
Bohaterem powieści jest szesnastoletni Kacper, chłopak z górskiej wioski pokrytej wiecznym śniegiem, którego poznajemy podczas inicjacyjnej wyprawy. Jako młody kandydat na myśliwego musi w dniu wejścia w dorosłość coś upolować, choćby tylko szczura – tak każe tradycja. Dość szybko w fabułę wkrada się wątek nadprzyrodzony w postaci “świetlików”, dryfujących nocą po bezdrożach błędnych ogników, których z jakiegoś powodu wszyscy w wiosce bardzo się obawiają. Z czasem orientujemy się, że kultura łowiecka z której wywodzą się bohaterowie to ostatnie niedobitki ludzkiej rasy po katastrofie sprzed stuleci, zaś owe “świetliki” mocno przyczyniły się do rozmiaru zniszczeń i nadal stanowią zagrożenie. Wokół tego zagrożenia obracać się będą dalsze losy Kacpra, któremu przyjdzie wejść w dorosłość w naprawdę ciekawych czasach.
Gatunkowo Dopóki… jest mieszanką nietypowej postapokalipsy z typową fantastyką młodzieżową. Skojarzenia z Igrzyskami śmierci czy Niezgodną są na miejscu, fani tego nurtu nie będą zawiedzeni. Na miejsce akcji wybrano polskie góry dotknięte powtórnym zlodowaceniem (pingwiny na przełęczach!) i ta lokalizacja należy do najmocniejszych cech książki. Gołym okiem widać, że autor góry zna i lubi, nie sposób też nie zauważyć inspiracji książkami Centkiewiczów. Jak zawsze u Patykiewicza pozostajemy w obrębie swojskiej kultury słowiańskiej i to bardzo cieszy. I nie chodzi tylko o imiona czy nazwy miejscowości. Ważną rolę odgrywa tu na przykład Kościół, nadal strzegący tej samej doktryny i nadal zmuszony iść na kompromis z ludowymi przesądami i góralskim uporem. Świetnie przemyślany element.
Na plus trzeba zaliczyć też sposób, w jaki autor przedstawia walkę sprzecznych światopoglądów o duszę bohatera. Nie ma tu jednej oczywistej interpretacji wydarzeń. Są grupki ludzi, z których każda ma własną wizję rzeczywistości i własny pomysł na przeżycie; żadna wersja nie jest faworyzowana. To dobrze, bo jeśli książka faktycznie trafi do młodych czytelników, to ma szansę ich nauczyć, że czasem warto pomyśleć samemu, zamiast ślepo wierzyć pierwszej zapytanej osobie.
Jedyną istotną wadą, jaka przychodzi mi do głowy jest zakończenie, które sprawia bardzo chaotyczne wrażenie – chyba, że spodziewamy się kontynuacji. Autor jej nie wyklucza, choć na razie nie planuje. , Jak sam mówi, czas pokaże. Jako zamknięta całość książka pozostawia jednak niedosyt, jakby ktoś uciął ją tuż przed ostatecznym rozwiązaniem. Szkoda, bo faktycznie byłem ciekaw jak to wszystko się skończy.
Mamy więc w księgarniach kolejną bardzo dobrą książkę dla młodzieży (i nie tylko), która w dodatku odświeża nieco zastałą konwencję i w bardzo nienachalny sposób uczy samodzielnego myślenia. I,co najważniejsze,bardzo przyjemnie się ją czyta. Świetnie nadaje się na prezent dla “starszego dziecka”, przypadnie też do gustu wielu dorosłym. A po lekturze zawsze można iść w góry. Niedługo powinno się tam zaroić od świetlików.
——————————————————————————————————————————————–
Autorem recenzji jest Michał Szymański. Korektę przeprowadziła Natalia Rosa. Grafika pochodzi ze strony wydawcy.
